Zaznacz stronę
Mierz siły na zamiary i długość lufy do celu

Mierz siły na zamiary i długość lufy do celu

Jest szósta rano. Budzik zaczyna hałasować, a ja wcześniej przygotowanym na stoliku młotkiem zabijam go i wracam do snu.
Dziesiąta. Zwlekam się w końcu i zaczynam działać. Śniadanie. Ostatnie pakowanie i na rower. Dzisiaj muszę doturlać się 10 km do Katie Kearney’s Cottage przy wjeździe do Gap of Dunloe, po czym wdrapać się na Tomies, a potem Purple Mountains. Przejść przez Gap i wrócić drugą stroną gór do K.K., gdzie zastanę swój rower. Jeśli go nie świsną.
Taki plan.

(więcej…)

Spaghetti

Przypowiednia o tym, jak łatwo jest przekroczyć granice dobrego lub w ogóle jakiegokolwiek smaku.
Jest wieczór. Przez drzwi restauracji wchodzi kobieta w wieku około 60 lat. Pyta czy mogą skorzystać z dobroci jakie serwuje to piękne miejsce w towarzystwie pieska.
Dzień wcześniej Pani Właścicielka zezwoliła innym ludziom na wejście z psem, więc ja poczułem, że też mogę porządzić. Posadziłem panią, jej męża i pieska w przybarowym kącie z dala od ewentualnych hycli.

(więcej…)

„Make America great again”

„Sprawmy, by Ameryka była znów wielka”. Nie rozumiałem przekory tego hasła i poczucia humoru z jakim zostało stworzone, dopóki nie poznałem wielu Amerykanów. Przekora polega na tym, że Ameryka już jest wielka.
Zajmuje prawie cały kontynent, a wszystko tam jest wielkie: autostrady, samochody, miasta ze swymi budynkami, porcje frytek, no i ludzie.
Chłopy z reguły maja dwa metry wzrostu i tyle samo w barach, kobiety są potężne. Większość zaś posiada grubą tkankę tłuszczową, jakby broniącą ich przed mrozem.
Z Amerykanami w restauracji bywa problem. Do stolika sześcioosobowego da radę posadzić tylko czterech. Często trzeba zamieniać krzesła na większe, bo w nasze europejskie, ich tyłki nie mieszczą się.
Skąd ta wielkość u Amerykanów?

(więcej…)

Czarna magia

Wchodzę do pubu. Siadam przy barze. Barmanka wita mnie i pyta:
-Slice of brown bread?
– Yes, please.
Nalewa Guinnessa do trzech czwartych szklanki i odstawia. Patrzę na opadające warstwy brązowego płynu zmieniające się w czerń. Ilość wypitego stoutu mogę śmiało mierzyć w hektolitrach, ale za każdym razem magia przemiany przykuwa mój wzrok. Te kilkadziesiąt sekund jest jak swoista msza, a warstwy piwa jak piasek w klepsydrze. Gdy przemiana się dopełni, barmanka dolewa do końca i stawia przede mną ten cud ludzkiej techniki.

(więcej…)

Jak wylądowałem na cztery dni w łóżku

Jak wylądowałem na cztery dni w łóżku

Wyjeżdżałem z Killarney na swoim czarnym rumaku. Celem wędrówki był czterodniowy pobyt w łóżku, ale jeszcze o tym nie wiedziałem.
Na rondzie dwa znaki wskazywały ten sam kierunek: Gap of Dunloe 10km, Carrauntoohill 15km. No to wyrywam przesmyknąć się Gapem, a potem z górki do Black Valley, Molls Gap i z powrotem do K.

(więcej…)

Mokre siodło

Irlandia jest krajem opatrznościowym. Zastępy aniołów strzegą tej wyspy, ale nawet one przynajmniej raz dziennie muszą skoczyć na klopa. Zdaje się, że system kanalizacji mają wypuszczony wprost nad wyspę. Stąd z deszczem tu jest tak, jak z potrzebą. Nachodzi w najmniej spodziewanym momencie.

(więcej…)

Duduś

Kudłaty ma golden retriwiera o imieniu Duduś. Opowiedział mi, jak to pojechał z nim w góry na małą sesję zdjęciową. Miejsce jest turystyczne, więc nie byli sami. Duduś usadowił się na szczycie skały, a Kudłaty wydawał mu polecenia: spójrz w prawo, obróć się w lewo. I pstrykał. Turystom kopary ryły kamienne podłoże. Pokazał mi fotki. Ładnie piesio wyszedł we wszystkich pozycjach. Jako, że cierpię na syndrom opadającej powieki, z łatwością przymknąłem na tę historyjkę oko.

(więcej…)

Corrida

Z pobliskiego pastwiska uciekł byk. Zachciało mu się pospacerować po asfalcie. Idzie sobie, wesoło nucąc jakiś byczy szlagier, a tu nagle przed nim pojawia się dziwny stwór o dwóch kołach. Dysząc i świszcząc jak odkurzacz z zapchanym filtrem Złocista wczołgiwała się pod górę. Nasz byczek, choć uzbrojony w rogi, zaczął wyrywać, gdzie trawa rośnie zdzierając kopytami asfalt. Nawet bydło wie, że z babą nie ma żartów.

(więcej…)

W ogródku z królikami są teraz owce

Leżałem w łóżku na wznak, słodko zapadając w sen. Nagle, gdzieś z boku, usłyszałem głos.

– W ogródku z królikami, są teraz owce.

Ciemność rozświetliły dwa snopy światła moich szeroko otwartych oczu, jak reflektory baterii przeciwlotniczej omiatające sufit.

– Co powiedziałaś? – zapytałem stłumionym głosem.

– W ogródku z królikami są teraz owce – powtórzyła.

Nadal nic nie rozumiałem. Moje myśli zaczęły galopować, próbując dogonić sens tych słów. Pomyślałem nawet, że to mi się śni.

(więcej…)