Zaznacz stronę

Kudłaty ma golden retriwiera o imieniu Duduś. Opowiedział mi, jak to pojechał z nim w góry na małą sesję zdjęciową. Miejsce jest turystyczne, więc nie byli sami. Duduś usadowił się na szczycie skały, a Kudłaty wydawał mu polecenia: spójrz w prawo, obróć się w lewo. I pstrykał. Turystom kopary ryły kamienne podłoże. Pokazał mi fotki. Ładnie piesio wyszedł we wszystkich pozycjach. Jako, że cierpię na syndrom opadającej powieki, z łatwością przymknąłem na tę historyjkę oko.

Pewnego dnia siedzę z Kudłatym w kuchni przy stole. On do psa: idziemy na spacer. Pies chyc na pięterko i z powrotem z parą trekkingowych butów w pysku.
Byłem pod wrażeniem. Na moment przeszedł mi syndrom opadającej powieki i gały mi zabłyszczały.

Innego dnia siedzieliśmy we trójkę. Złocista rzekła, że zimno jej w stopy, bo kapcie zostawiła w sypialni. Kudłaty na to: Duduś, przynieś kapcie!
Duduś, hop na górę i po chwili wraca z kapciem.
Jeszcze jednego, no idź, przynieś!
Przyniósł.
Prawie klaskałem uszami.

To wszystko, to pikuś.

Dzień jak co dzień.
Gniję na wyrku licząc plamy na suficie. Nagle słyszę szczekanie na dole. Oho, myślę, listonosz. Może pismo z Revenue przyszło? Leżę. Nie chce mi się ruszyć, by to sprawdzić, więc dla beki krzyczę: Duduś! Przynieś list!
Minęło kilka sekund, w czasie których podrapałem się po tyłku i słyszę tupot łap na schodach. Przez uchylone drzwi wciska się kudłaty łeb z listem w pysku. Szczęka mi opadła wylewając ślinę na pościel, a powieki już na dobre uniosły się i zesztywniały. Duduś podał mi list. Nazwisko się zgadza. Do mnie.
Już we wszystko uwierzę.

Po lekturze poczty zszedłem na dół.
W korytarzu pod drzwiami leżały jeszcze trzy koperty. Każda była zaadresowana do innej osoby.
Moje oczy uciekły z orbit, opuściły galaktykę i do tej pory błądzą w przestrzeni.