Zaznacz stronę

Leżałem w łóżku na wznak, słodko zapadając w sen. Nagle, gdzieś z boku, usłyszałem głos.

– W ogródku z królikami, są teraz owce.

Ciemność rozświetliły dwa snopy światła moich szeroko otwartych oczu, jak reflektory baterii przeciwlotniczej omiatające sufit.

– Co powiedziałaś? – zapytałem stłumionym głosem.

– W ogródku z królikami są teraz owce – powtórzyła.

Nadal nic nie rozumiałem. Moje myśli zaczęły galopować, próbując dogonić sens tych słów. Pomyślałem nawet, że to mi się śni.

– O co ci chodzi? – spytałem.

– Jak, o co mi chodzi? – zapytała szczerze zdziwiona.

– Bo widzisz. To zdanie brzmi, jak hasło z Hansa Klossa: „W Paryżu, najlepsze kasztany są na placu Pigalle”, a ja nie wiem, jaki jest odzew.

– Co?! – poderwała się w ciemności, a reflektory baterii przeciwlotniczej oświetliły jej zaskoczoną twarz. Żołnierze przeładowali pom-pomy i czekali na rozkaz.

– Normalnie. Nie wiem o co ci chodzi. Jakie króliki, jaki ogród, jakie owce?! – Palec na cynglu zaczął świerzbić.

– Te, które mijamy codziennie w drodze do miasta.

Odwróciłem głowę pozwalając oczom poszukać odpowiedzi w przestworzach sufitu. Powoli zaczęło mi coś świtać, a ją zaczęło trząść ze śmiechu. Jak maska TIR-a zza zakrętu pojawiło się oświecenie.

Plagą naszej okolicy są króliki. Takie małe. W dwóch dłoniach można by każdego zmieścić. Całymi dniami biegają po trawnikach, wychodząc ze swych norek wydrążonych w poboczu drogi. Czasem próbują przewrócić mój rozpędzony rower, wyskakując pod koła. Nie ma tygodnia bez naleśnika z królika na asfalcie. Myślałem nawet, by upolować kilka na pasztet, a ze skórek zrobić kobiecie kusą spódniczkę. Teraz do jednego z ogródków farmer wpuścił owce, a zdetronizowane szaraki pochowały się lub popełniły samobójstwo pod kołami aut. I to był cały sens tego jednego jej zdania. Nadszedł czas rewanżu.

– Zuzanna nie lubi baraniny.

– ???!!!